Meszuge

Moim zdaniem nie kierowałem swoim życiem zarówno przed uzależnieniem, w jego fazie czynnej oraz obecnie.

Kiedyś terapeutka zaserwowała mi zdanie: "Trzeźwienie to odzyskiwanie kontroli nad swoim życiem". Podobało mi się to i nawet pewien czas powtarzałem.

Ale w pewnym momencie przyszło mi do głowy pytanie:

  • jeśli przed uzależnieniem kierowałem swoim życiem, to jak to się stało, że się wykierowałem na alkoholika?
  • Czyżbym tego chciał?
  • Jak kierowałem, jeśli trzy razy przerywałem studia?
  • Jak kierowałem, jeśli doszło do rozwodu?
  • Czy o to mi chodziło?

A jeśli miało być inaczej, to widocznie coś tu nie tak było z tym kierowaniem. Wymyśliłem więc sobie taką koncepcję, według której kierowanie życiem przypomina prowadzenie auta po autostradzie. Mam kierownicę, pedały, jakiś drążek, mogę zapalić światła albo włączyć wycieraczki...

Ale kompletnie nie mam wpływu ani nie kieruję pogodą, zmęczeniem materiału, lokalizacją stacji benzynowych, innymi kierowcami, stanem ich pojazdów, itd. itd. Pewnie, mogę sobie zaplanować, że o określonej godzinie dojadę do stolicy. Jednak czy faktycznie się to stanie, to tylko w pewnej, niewielkiej mierze zależy ode mnie.

Czym się w takim razie różni nie kierowanie w czasach pijanych od nie kierowania w czasach, gdy nie piłem? Otóż myślę tak, że w czasach, kiedy nadużywałem alkoholu jechałem tym samym samochodem po tej samej drodze. Tyle tylko, że robiłem to z zawiązanymi oczami i rękami w kieszeniach.

(MESZUGE) -- o pozostałych krokach AA możesz przeczytać tutaj.