Pogoda Ducha - Henryk

Mam na imię Henryk i jestem alkoholikiem. Moje próby zaprzestania picia w pojedynkę, zawsze kończyły się porażką, ale w końcu trafiłem do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Oczywiście nie z własnej woli, sam nigdy bym na taki pomysł nie wpadł, że można nie pić i że istnieje gdzieś lepsze życie bez alkoholu, strachu i wiecznego upokorzenia. W momencie kiedy trafiłem do Wspólnoty, pierwszą rzeczą jaką otrzymałem od ludzi z którymi się tam spotkałem, było takie dziwne ciepło, którego już od dawna w sobie, ani wkoło siebie nie czułem.

Podchodzili, pytali co tu robię, czy mam problem z alkoholem, czy chcę przestać pić. Uderzyło mnie wtedy, że nikt nie szydził i nie wyśmiewał się. Był jakiś dziwny spokój. Żegnając się, ci wszyscy ludzie, jakich wtedy spotkałem, mówili mi jakieś dziwne słowa, których wówczas zupełnie nie rozumiałem, "trzymaj się młody, dasz radę i zachowaj pogodę ducha".

Dziwne słowa, przez które nie przespałem wiele nocy. Na tamten czas było we mnie dużo buntu i brakowało mi pokory. Właśnie zabierano mi największą wartość w moim życiu, alkohol. Z drugiej strony doskonale wiedziałem, że jeśli się nie uspokoję i nie zaprzestanę pica, nie mam do czego wracać. Nie ma czym się chwalić, ale moje picie, miało wpływ na wszystkie obszary mojego życia. Ujmując to prościej, spaliłem za sobą wszystkie mosty, w domu, w pracy i w społeczności w jakiej się obracałem. Dla wszystkich byłem pijakiem, na którego nie można było w żaden sposób liczyć. Tylko moja "niedobra" żona, która była na mnie skazana, postanowiła coś z tym zrobić. Tak trafiłem na terapię i do Wspólnoty AA.

Dziś nie piję już piętnaście lat. Swoje trzeźwe życie dzielę na poszczególne etapy, na swój własny użytek nazywam to olśnieniami. Mniej więcej po roku od zaprzestania picia, doznałem pierwszego olśnienia. Dotyczyło ono mojego nastawienia do życia, a konkretnie do choroby z jaką przyszło mi żyć już do końca swoich dni.

Jak już wcześniej wspomniałem, było we mnie wiele buntu, pewnie dlatego, że dotknęło to właśnie mnie, że nie potrafiłem pić kontrolowanie, po prostu żal mi było jeszcze wódy. Przyszedłem wtedy z mityngu AA, na które zacząłem chodzić dosyć regularnie. Pamiętam jak mnie prześladowały te słowa, pogoda ducha, szczęście. Inni się cieszyli a ja nie. Nalałem sobie wtedy do wanny wody aby się zrelaksować. Woda była gorąca, położyłem się wtedy wygodnie, a do głowy zaczęły napływać dziwne myśli. Do dziś nie wiem, czy to efekt ciepła, że krew zaczęła szybciej krążyć, czy po prostu była to już najwyższa pora, abym zaczął się zastanawiać nad swoim życiem.

Pamiętam, że zacząłem robić sobie taki bilans, najprostszy jaki umiałem, co osiągnąłem przez ten czas, gdy od ostatniego wypitego kieliszka minął rok. Okazało się, że nie mało. Wrócił do domu względny spokój, poprawiło się finansowo, w pracy zaczęło się układać i tym podobne. Efektem tego prostego bilansu, była jedna myśl, jest dobrze, więc po co to znowu psuć, z czym ja tak naprawdę walczę, przecież doskonale sobie udowodniłem, że pić nie potrafię. Nagle doznałem olśnienia, jestem ALKOHOLIKIEM! Coś, co już wcześniej o sobie mówiłem, ale przeważnie na mitingach AA, teraz poczułem i wreszcie przestało boleć.

Dziwne uczucie, bo bardzo złożone. Poczułem się wolny i szczęśliwy. Wolny od gnębiących duszę myśli. To już się dokonało w moim życiu, jestem alkoholikiem, więc po co rozważać, czy mogę czy nie mogę, po co? Taka już moja przypadłość, więc po co to rozważać i nadaremno czas tracić. Szczęśliwy, dlatego, że skończyły się zbędne kombinacje. Uświadomiłem sobie, że to nie alkohol jest najważniejszy na świece, bardziej cieszą mnie chwile spędzone z ludźmi.

Ta wymiana mi się opłaciła. Po prostu to dobry interes. Samo nie picie jednak mi już nie wystarczyło. Zacząłem się interesować znaczeniem słowa "pogoda ducha". Jak się okazało brzmi ładnie i prosto, a wcale to takie proste nie jest. Aby cieszyć się życiem, musiałem wiele odkryć. Moje odkrycia to przyjaźń, odpowiedzialność, miłość, zaufanie, duchowość i dogmaty wiary.

Jeśli pogodę ducha wyobrazimy sobie jako taki płócienny worek, to właśnie te wszystkie elementy bez wątpienia by się w nim znalazły. Może opowiem tylko historię, jaki byłem uporczywy w poszukiwaniu miłości. Często na mityngach mówiłem, że przez to swoje picie i wielki psychiczny ból, nie jestem skłonny odczuwać takich głębokich uczuć jak miłość. Wstyd mi było przytulić żonę, pogładzić po głowie syna. Pod sklepem objawy czułości i pokazywanie jakichkolwiek uczuć było objawem słabości. Zbyt długo to trwało, zapomniałem jak się kocha. Myślałem, że nie potrafię. W końcu, kiedyś, ktoś podszedł do mnie po jednym z mityngów, gdzie znowu jęczałem, że nie umiem okazywać uczuć, że nie ma we mnie żadnego ognia i zapytał: "Czy jest na świecie ktoś, za kogo oddałbyś swoje życie? Tak zupełnie bez wahania."

Przemyślenia zabrały mi dwa dni. Ze łzami w oczach padła odpowiedź na to niby proste pytanie. Miałem za kogo poświecić swoje życie. Był to mój syn. Syn, którego wstyd mi było wziąć na ręce i przytulić. Zaczął się nowy etap mojego życia. Obserwowałem, jak ludzie okazują sobie miłość. Teraz chciałem i ja przytulić swojego syna i żonę. Nauczyłem się najpierw mówić kocham, wiedziałem, że wcześniej czy później poczuje to moje serce. Okazało się również, że na zadawane sobie pytania zacząłem znajdować odpowiedzi w różnych miejscach. Raptem świat stał się niebywale interesujący. Ludzie, literatura, to wszystko, z czego mogłem czerpać pełnymi garściami. Okazało się, że to wszystko nazywane bywa DUCHOWOŚCIĄ.

Znowu posłużę się najprostszymi słowami, duchowość to ciągły zachwyt nad światem. Wraz z duchowością przyszedł czas na akceptację, tolerancję i odpowiedzialność. Akceptuję świat takim jakim jest, niekiedy zły, nie pozbawiony ignorancji i głupoty, ale również pełen nadziei, miłości i przyjaźni. Moje zadanie i pomysł na ten świat, to przeżyć życie godnie, nie wyrzekając się siebie, być w dobrych stosunkach z ludźmi i Bogiem. Staram się być uważny, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mimo tego czego się nauczyłem, gdzieś w czeluściach podświadomości, w uśpieniu, czeka na mój błąd demon nałogu, mimo to staram się cieszyć życiem. Pogoda ducha jaką posiadłem, działa nie tylko na mój użytek, ale przede wszystkim innych ludzi.

Nie ten szczęśliwy, który ma dużo, szczęśliwy ten któremu wystarcza.

Henio z Łomży. POGODY DUCHA PRZYJACIELE.