Nasze historie

Alkohol jest dyktatorem życia człowieka uzależnionego, a on kocha każdą chwilę tej dyktatury. Nikt na świecie nie chroni bardziej zazdrośnie swojego skarbu - niż pijący alkoholik swojej butelki.

Nam, ludziom uzależnionym szkodzi: pierwszy kieliszek, pierwsza działka lub tabletka. Zabija nas lokomotywa a nie ostatni wagon - pierwsza porcja, po którą sięgamy. Pozwalając sobie na myślenie, że przecież "jeden mi nie zaszkodzi" powracamy na pełną bólu i rozczarowań drogę życia, którym rządzi nałóg.

Alkoholizm w równym stopniu dotyka kobiety i mężczyzn. Oto wzruszające historie ludzi, którzy przestali pić. Dziś są trzeźwi i dają świadectwo, że można żyć bez alkoholu.

Józef - (znalezione w sieci)

Na imię mam Józef, jestem żonaty, mam jedną córkę, w maju ukończyłem 50 lat. Dzień mojego jubileuszu (18.05.2006 r.), nie był dniem radosnym, ale pełnym smutku i goryczy, to dzień w którym zastanawiałem się nad tym, czy moje dalsze życie ma w ogóle sens.

Czytaj więcej...

Jarek - jestem alkoholikiem

Kiedy dowiedziałem się o swojej chorobie alkoholowej, na początku nie chciałem w to uwierzyć. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że wierzę, że Bóg dopuścił moją chorobę po to, żebym zrozumiał, co tak naprawdę jest ważne w moim życiu.

Czytaj więcej...

Jestem ksiądz alkoholik - (znalezione w sieci)

- Czy przeszedł Ksiądz piekło w swoim życiu z powodu picia?

- Patrząc na to z dystansu 18 lat nie użyłbym takiego ostrego słowa. Powiedziałbym raczej, że przeszedłem ogromne, dojmujące cierpienie. Cierpienie polegające na tym, że w pewnym okresie życia nie potrafiłem kontrolować swojego picia. To powodowało, że w sferze duchowej i psychicznej bardzo źle się czułem. Dzisiaj wiem, że trzeba to nazwać uzależnieniem, ale wtedy tego tak nie nazywałem.

Czytaj więcej...

Księża alkoholicy - (znalezione w sieci)

Niektórzy wierni chcą, żeby ksiądz znów zaczął pić - pisze Tomasz Lipko.

Najpierw były sygnały od braci kapłanów. Potem wezwał mnie na dywanik sam biskup i powiedział, że kalam dobre imię Kościoła, a ja wciąż byłem bezradny. Bywało, że po takim tygodniu picia, jak wydawało mi się, że zaczynam umierać, przerażony sam zamykałem się w ciemnym kościele. To była bardzo szczera modlitwa, dużo szczersza niż normalny pacierz. Odprawiałem nowenny, leżałem krzyżem w zimnie i byłem bardzo zdziwiony, że Bóg mi nie pomaga.

Czytaj więcej...