Ewelina

Pierwszy miesiąc trzeźwości

Mam na imię Ewelina. Mam 34 lata. Jestem alkoholiczką. Trzeźwa od 32 dni. Dziś zaczynam dzień 33. Dwa lata temu byłam trzeźwa przez prawie miesiąc. Zapiłam na kolejne dwa lata. To mnie skutecznie przekonało, że nie ma sensu próbować pić "normalnie"... Pierwsze dwa tygodnie bez alkoholu były męczarnią, szczególnie psychiczną. Dominującym uczuciem był strach. Strach tak przenikliwy, że nie do opanowania.

Pierwszy trzeźwy dzień nie był najgorszym. Miałam tak potężnego kaca moralnego, że nie było aż tak trudno nie sięgnąć po alkohol. Kolejne dni przynosiły tylko więcej strachu i więcej bólu. Tysiące myśli kręciło się tylko wokół niepicia lub...picia. Huśtawka nastrojów - od euforii po paniczny lęk. Bywały momenty, że czułam , że zwariuję i myślałam, że już lepiej pić. Szczególnie trudny czas nastąpił po około tygodniu. Kac moralny się zatarł, a chęć napicia się, wzrosła. Walczyłam sama ze sobą. Półgłosem mówiłam sama do siebie: "Masz ochotę się napić, ale co ci to da?"

Przekonywałam sama siebie na różne sposoby. Szczególnie pomagało mi wyobrażenie sobie samej siebie pijanej. Przypominałam sobie jak najbardziej realnie, jak się czułam "pod wpływem". Działało. Pojawiały się sny o piciu. Budziłam się przerażona i smutna. Odczuwałam niewyobrażalną ulgę, kiedy dochodziło do mnie, że to był tylko zły sen...

Powoli uczę się siebie. Wiem, że nie mogę być spragniona, głodna, zbyt zmęczona. Unikam nadmiernych emocji. Zrezygnowałam z mocnej kawy. Te wszystkie czynniki są dla mnie "wyzwalaczami" złych myśli. Dbam o stały dostęp do...wody mineralnej. W pierwszym okresie wypijałam jej ze 4 litry dziennie. Z głodem nie miałam problemu, ponieważ rzadko się pojawiał. Nadal bywają dni, kiedy jem tylko dlatego, bo wiem, że muszę. Ze zmęczeniem też staram się sobie radzić. Zwolniłam tempo w pracy. Dotarło wreszcie do mnie, że nie muszę być perfekcyjna we wszystkim, co robię. Jakaż to ulga! Mniej więcej w drugim tygodniu pojawiło się rozczarowanie. Myślałam: "Kurcze, już taaaak długo nie piję, a budząc się rano, ciągle czuję się jak po przepiciu!"

Nie mogłam patrzeć w lustro. Oczy podkrążone, białka przekrwione, suchość w gardle. Sama siebie pytałam jak długo jeszcze mam czekać na normalny wygląd i samopoczucie??? Ciekawe, że nie przeszkadzało mi to wcześniej...

Kiedy to moje cierpienie tak się strasznie ciągnęło, myślałam, że będzie już ze mną na zawsze. Że już zawsze będę się bała, że już zawsze będę w takim podłym nastroju. Nawet kiedy bywały momenty radosne, ja już przedwcześnie oczekiwałam zmiany nastroju. Wiedziałam, że za chwilę znowu mnie "przymuli". Czułam się bardzo samotna. Miałam wrażenie, że jestem poza moim ciałem. To było przerażające! Zmywałam naczynia w kuchni i obserwowałam siebie z góry! Myślałam o czymś, a równocześnie czułam, że to nie są moje myśli! Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, ale to było okropne.

Wiele moich reakcji mnie zaskakiwało. Na przykład: jest noc, odchodzę od komputera i idę po schodach na piętro do sypialni. Jestem trzeźwa, a czuję się jak pijana. Nie ze zmęczenia, absolutnie nie. To moja pamięć. Pijąc, zawsze miałam problem z pokonaniem tych schodów. Więc widziałam je tak, jak poprzednio. Tak jakby to było nienormalne dla mojej głowy ,że jestem trzeźwa i idę spać, zwyczajnie...

Jednak w ciągu tych pierwszych dwóch tygodni były też cudowne momenty, dla których warto było cierpieć. Zabawa z młodszym synem, rozmowa ze starszym. Powrót do prowadzenia samochodu, wyjścia z domu ze znajomymi nie kończące się "dopijaniem" po powrocie. Trzeźwe rozmowy z przyjaciółmi. To wszystko sprawiało mi ogromną, szczerą radość! Nawet sprzątanie, pranie, gotowanie.

Dziś jestem spokojniejsza. O wiele spokojniejsza. I szczęśliwa, choć życie mnie nie rozpieszcza. Ale ja nie oczekuję cudów. Czerpię radość z każdego trzeźwego dnia. Jestem z siebie dumna, kiedy udaje mi się rozwiązać problemy dnia codziennego, nie zapijając ich. Widzę też zmiany na lepsze w moim życiu. Mój 16-sto letni syn nie spędza już całych dni poza domem. Z ochotą spędza czas ze mną. Młodszy synek, ośmiolatek, wie, że mam czas i ochotę na zabawę z nim. Zakończyłam zatruwający moje życie związek. W pracy jestem doceniana, mimo, że przestałam się spieszyć. Robię mnóstwo normalnych rzeczy, które wcześniej były poza moim zasięgiem tylko dlatego, że piłam, albo byłam na kacu. Myślę, że teraz będzie już tylko łatwiej.

Życie nie jest pasmem szczęścia i powodzenia. Ale o ileż łatwiej radzić sobie ze wszystkim na trzeźwo! MOŻNA rozwiązywać problemy bez alkoholu. MOŻNA się cieszyć życiem bez alkoholu. Moje myśli są czyste i nie biegną już w stronę procentów. Unikam spotkań, które mogą mnie narazić na pokusę. Po co mi dodatkowy stres? Nie chcę pić - ale nie wiem jak mogę zareagować spędzając czas ze znajomymi w pubie. Każdego dnia obmyślam plan działania na ten jeden, konkretny, trzeźwy dzień. To daje mi spokój wewnętrzny. Nie unikam też planowania kolejnych dni, miesięcy. Stawiam sobie drobne cele do zrealizowania i staram się do nich dążyć, pamiętając, że DZIŚ nie piję.

Pozdrawiam i życzę wielu trzeźwych 24 godzin. 
(Ewelina - 30.10.2011)